poniedziałek, 9 września 2013

wyznania 1

           

Według mnie istnieją trzy typy nastolatek:
dumne (z siebie ,oczywiście. najczęściej ze swojego wyglądu)
zazdrosne (o to z czego dumne są nastolatki typu pierwszego)
i pesymistki.

Ja niestety należę należę do typu 3 i ,jakby tego było mało, jestem marzycielką. Wszyscy którzy tak jak ja cierpią na tę dziwną chorobę wiedzą że potrafi być zabójcza.  Można ją wyleczyć tylko z pomocą lekarstwa o nazwie "ściągnięcie na ziemię". Nie zażyłam go jeszcze z dwóch powodów: po pierwsze jest bardzo bolesne a po drugie jego skutki uboczne to poczucie pustki i przewlekłe przygnębienie. (u każdego skutki uboczne są inne) Niektórym marzenia pomagają przetrwać trudne chwile, jednak mi tylko uświadamiają jak szara jest rzeczywistość.

Przygotowana na najgorsze czekam na jutrzejszy dzień. Zapewne jedyna koleżanka w nowej szkole porzuci mnie bo dowie się jaka jestem nudna(czytaj: spokojna)

Nie jestem typem człowieka lubianego w tych czasach. Jestem sobą.



..pewnie nikt nie przeczyta moich przemyśleń :(

środa, 4 września 2013

drugi dzień szkoły

mam jakąś tam koleżankę, ale generalnie reszta mnie totalnie olewa. dlaczego akurat mnie? resztę nowych przygarnęli.. a ja zostalam sama :(


wtorek, 3 września 2013

pierwszy dzień szkoły

Weszłam do sali. Klasa wyglądała na najzwyklejszą na świecie. Oprócz dziewczynki na wózku ,ale to było zrozumiałe -w końcu chodziłam do szkoły integracyjnej. Na lekcjach siedziałam przeważnie sama... dlaczego? To rozgryzłam już na spotkaniu po rozpoczęciu roku -Więkrzość znała się z podstawówki czy przeszła z podstawówki razem z kimś. Nie było tu drugiej takiej samotniczki jak ja czy nikogo tak nieśmiałego. A mialam naprawdę wielką nadzieję że znajdzie się ktoś taki i będę mogła zaopiekować się nią albo nim i podzielić moim bólem z powodu samotnego przejścia do nowej klasy. Niestety nikogo takiego nie znalazłam. Pech. Zły początek... ale to nie najgorsze co mi się przydarzyło dziś. O tym nie moge teraz rozmawiać.. nie potrafie. Zebrałam w sobie wszystkie te skrawki towarzyskości które nieużywane ukrywały się gdzieś we mnie i próbowałam zawrzeć jakąś znajomość. Nieważne z kim. Byleby kogoś poznać i poczuć się odrobinę mniej obco. I tak poznałam bartka, no i kilka dziewczyn choć więkrzość z nich (bartek takze) ignorowała mnie przez resztę dnia. Trochę rozmawiałam.. choć trudno zabłysnąć w rozmowie kiedy jest się tak niewyspanym jak byłam ja. No, ale mi się udało. Nawet nie było źle.. nie chcę zapeszać. Gorzej było w domu -pokłóciłam się z mamą.. i jakoś nie idzie mi godzenie się z nią.. narazie kłótnia osiągnęła stan krytyczny i strasznie się martwię ,że .. ajj wolę nie krakać.

przyda mi się jak życzycie mi szczęścia. zróbcie to chociaż w duchu. z góry dziękuję.