pierwszy dzień szkoły
Weszłam do sali. Klasa wyglądała na najzwyklejszą na świecie. Oprócz dziewczynki na wózku ,ale to było zrozumiałe -w końcu chodziłam do szkoły integracyjnej. Na lekcjach siedziałam przeważnie sama... dlaczego? To rozgryzłam już na spotkaniu po rozpoczęciu roku -Więkrzość znała się z podstawówki czy przeszła z podstawówki razem z kimś. Nie było tu drugiej takiej samotniczki jak ja czy nikogo tak nieśmiałego. A mialam naprawdę wielką nadzieję że znajdzie się ktoś taki i będę mogła zaopiekować się nią albo nim i podzielić moim bólem z powodu samotnego przejścia do nowej klasy. Niestety nikogo takiego nie znalazłam. Pech. Zły początek... ale to nie najgorsze co mi się przydarzyło dziś. O tym nie moge teraz rozmawiać.. nie potrafie. Zebrałam w sobie wszystkie te skrawki towarzyskości które nieużywane ukrywały się gdzieś we mnie i próbowałam zawrzeć jakąś znajomość. Nieważne z kim. Byleby kogoś poznać i poczuć się odrobinę mniej obco. I tak poznałam bartka, no i kilka dziewczyn choć więkrzość z nich (bartek takze) ignorowała mnie przez resztę dnia. Trochę rozmawiałam.. choć trudno zabłysnąć w rozmowie kiedy jest się tak niewyspanym jak byłam ja. No, ale mi się udało. Nawet nie było źle.. nie chcę zapeszać. Gorzej było w domu -pokłóciłam się z mamą.. i jakoś nie idzie mi godzenie się z nią.. narazie kłótnia osiągnęła stan krytyczny i strasznie się martwię ,że .. ajj wolę nie krakać.
przyda mi się jak życzycie mi szczęścia. zróbcie to chociaż w duchu. z góry dziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz